A w starym, dobrym Krakowie jest jak zwykle pięknie

Dodano: 2011-10-20

A w starym, dobrym Krakowie jest jak zwykle pięknie

W dniach 17.10-18.10.’11 klasa IIIb uczestniczyła w wycieczce do Krakowa. Niby nic takiego, wycieczka jak wycieczka, ale…było jednak inaczej, zwłaszcza z perspektywy (jakby na to nie patrzeć!) belfra. Wszystko zaczęło się tak normalnie: wczesna pobudka w poniedziałkowy ranek (?!), wyjazd autobusem PKS do Krakowa o godzinie 608 , pełen optymizm na twarzach, drzemka która prawie wszystkich zmogła, odstanie swojego w korku i wreszcie wyłaniająca się z rannych mgieł dawna stolica naszego państwa. Po szybkim zakwaterowanie się w „Moon Hostelu” (piękna nazwa, nieprawdaż?!) pozostawiliśmy tam zbędny bagaż i w miarę dziarskim krokiem ruszyli na podziwianie jak zawsze pięknego Krakowa. Najpierw majestatyczna siedziba królów Polski, Wawel, otoczony jeszcze porannymi oparami unoszącymi się z nieodległej Wisły. Potem spacer ulicami Kanoniczą i Grodzką połączony z kontemplacją licznych, zabytkowych budowli. Wreszcie płyta Rynku krakowskiego, skąpana w słońcu, pełna wielojęzycznego, barwnego tłumu z pomnikiem „Adasia” na pierwszym planie – wrażenia nie psuły nawet liczne i wścibskie gołębie, jak zwykle beztrosko wałęsające się pod nogami.
Następny punkt to zwiedzanie niezwykłej wystawy o średniowiecznym Krakowie, mieszczącej się w pod płytą Rynku, pełnej cennych znalezisk i zaskakujących rozwiązań multimedialnych. Skoro się już było w centrum starego miasta należało obowiązkowo zobaczyć Bramę Floriańską i Barbakan, a następnie bez pośpiechu przemieścić się w stronę Alma Mater Studiorum, czyli Uniwersytetu Jagiellońskiego. Tam zwiedzaliśmy Collegium Maius, najstarszą część Uniwersytetu, przyległy do niej budynek Instytutu Historii oraz Rektorat uczelni. No tak na marginesie, to już słychać było głosy na temat bolących nóg – czyżby coś nowego?!
Spod Uniwersytetu nasza grupka ruszyła na oglądanie jasnych i ciemnych stron Kazimierza. Jasnych i ciemnych, ponieważ część zabytków jest odrestaurowana, natomiast w wielu miejscach „straszą” stare domostwa i walące się kamieniczki. No i tutaj „bolące nogi” dały o sobie znać ze zdwojoną siłą! Tak na dobrą sprawę to był już koniec dziennego podziwiania Krakowa, za niedługo zrobiło się ciemno i trochę zimno, zatem wszyscy zaczęli myśleć o ciepłym kąciku, posiłku etc., etc. Wieczorową porą nastąpiła pełna integracja w kuchence „Moon Hostelu” i przy nieco zabytkowym komputerze (za to z dostępem do sieci!). Może nie spożywaliśmy wykwintnych dań, ale przecież nie samym chlebem człowiek żyje, śmiechem też!! Ku zdumieniu opiekunów, o zadziwiająco wczesnej porze, większa część wycieczkowiczów poszła grzecznie spać! Naprawdę!!!! No może jakieś wyjątki chichrały się do późnych godzin nocnych, ale jak wiadomo, wyjątki potwierdzają regułę…
Następny dzień to nieśpieszny spacer urokliwymi uliczkami na Kopiec Kościuszki, skąd roztaczała się dosyć ładna panorama miasta. Tam jeszcze jakaś sesja zdjęciowa i powolne zejście w stronę Błoni krakowskich. Po drodze zahaczyliśmy o nowoczesny stadion Wisły Kraków, coś dla fanów piłki nożnej, i razem z naszymi bagażami…w drogę powrotną. Tutaj jeszcze po drodze Rynek główny, Mały Rynek i (obowiązkowo?!) Galeria Krakowska. Po „zwiedzaniu” w/w instytucji i zrobieniu zakupów „na pamiątkę” zapakowaliśmy nasze szlachetne ciała do autobusu PKS i po trzech godzinach wylądowaliśmy w słynnym grodzie Skoczowie. Co po tych dwóch dniach zostało?! O to zapytajcie samych uczestników, ja ze swojej strony chciałem podziękować IIIb za całokształt, a szczególnie za zaszczytny tytuł…a zresztą mniejsza z tym jaki! Zapytajcie, powiedzą! NA PEWNO. Pozdrowienia i podziękowania dla wszystkich uczestników.
Wychowawca
 



« wstecz